Dlaczego: Tamten tydzień dla mnie się skończył dopiero teraz, myślałem nad tygodniową piosnką, ale jej obraz zdeklarował się dopiero dzisiaj w mojej głowie... Tydzień minął dosyć rozrywkowo, stąd bezrefleksyjny joint. "Candy Shop" wyprodukowane przez Scotta Storcha lepiej sprawuje się jako riddim dla jamajskich dancehallowych wymiataczy niż jako tło dla postękiwań Pana Półdolarówki. Świetny riddim, kiedyś miałem fajny dancehallowy mixtape, zapętlałem go non stop, pewnego dnia chyba mi się usunął przez przypadek, a numery tam były przednie m.in. T.O.K. - Survivor, Elephant Man - Seh Dem Bad, żałowałem bardzo, tym bardziej że nie znałem w ogóle tracklisty, teraz z rozrywkowym sentymentem wracam do tego. Puuuuuuuuuuuul Up!
poniedziałek, 19 grudnia 2011
wtorek, 13 grudnia 2011
Wiosna Zimą
Temperatura powyżej zera, słońce raczy nas swymi promykami, kolory wyraziste, wcale się nie obrażę jeśli taka pogoda utrzyma się przez całą zimę, chce się żyć. Na każdą sytuacje mam wachlarz numerów, na tą także...
1. Dr. Alimantado - Poison Flour
Kawałek dodaje mi vibe'u i szybkości w każdej formie podróży, czy to but, czy autobus. Najlepsze jest to że prawie cały utwór dominują melodeklamacje Doctora, które nie drażnią bo są umiejętnie dopasowane do riddimu, poza tym głównym walorem utworu są niesamowite hooki które dodają melodyjności numerowi który właściwie jej nie ma.
2. Black Moon - Shit Iz Real
Ciepły sampel saksofonu idealnie współgra ze słońcem, surowa forma i treść idealnie łączy się z brudem na ziemi i tagami na murach. "Fuck where you're from, it's about where you're at / Where your gat? Whenever you in Bucktown / Shit iz real, all you hear is the sound / I'm real, shit iz real, fuck the raw deal"
3. Alton Ellis - Reason In The Sky
Nie religijne przesłanie tego utworu jest na rzeczy tym razem, ale niesamowicie pozytywna forma: niebiański głos jamajskiego Marvina i delikatne dęciaki w tle.
4. Hi-Tek - Sun God feat. Common & Vinia Monjica
Rześki numer w sam raz na taką pogodę, Common jest chyba najbardziej pozytywnym graczem na scenie.
6. Dubblestandart - Blackboard Jungle feat. Lee "Scratch" Perry
Przykład wspaniałego współczesnego dubu prosto z Austrii, gościnnie sam Lee Perry. Nadal można robic to grubo, dub się wcale nie skończył.
1. Dr. Alimantado - Poison Flour
Kawałek dodaje mi vibe'u i szybkości w każdej formie podróży, czy to but, czy autobus. Najlepsze jest to że prawie cały utwór dominują melodeklamacje Doctora, które nie drażnią bo są umiejętnie dopasowane do riddimu, poza tym głównym walorem utworu są niesamowite hooki które dodają melodyjności numerowi który właściwie jej nie ma.
2. Black Moon - Shit Iz Real
Ciepły sampel saksofonu idealnie współgra ze słońcem, surowa forma i treść idealnie łączy się z brudem na ziemi i tagami na murach. "Fuck where you're from, it's about where you're at / Where your gat? Whenever you in Bucktown / Shit iz real, all you hear is the sound / I'm real, shit iz real, fuck the raw deal"
3. Alton Ellis - Reason In The Sky
Nie religijne przesłanie tego utworu jest na rzeczy tym razem, ale niesamowicie pozytywna forma: niebiański głos jamajskiego Marvina i delikatne dęciaki w tle.
Rześki numer w sam raz na taką pogodę, Common jest chyba najbardziej pozytywnym graczem na scenie.
6. Dubblestandart - Blackboard Jungle feat. Lee "Scratch" Perry
Przykład wspaniałego współczesnego dubu prosto z Austrii, gościnnie sam Lee Perry. Nadal można robic to grubo, dub się wcale nie skończył.
czwartek, 8 grudnia 2011
Piosenka Tygodnia: Alton Ellis - Joy In The Morning
piątek, 2 grudnia 2011
Piosenka Tygodnia: Lee "Scratch" Perry & The Upsetters - Underground
Dlaczego: Dopiero po którymś tam przesłuchaniu zaczynam się przekonywać do "Super Ape", najlepsze numery z płyty to "Dub Along" (znacie go z wcześniejszej Piosenki Tygodnia) oraz "Underground" w którym śpiewa ta sama wokalistka, nie mam pojęcia kto to, ale jaram się. Niesamowicie przestrzenna muzyka..
niedziela, 27 listopada 2011
jestem pod wrażeniem: Michael Jackson - Thriller
Spodziewałem się jakiegoś rozwodnionego słodkiego funkowego gówna, a zastałem banger na bangerze i soczysty groove, nawet pościelowe numery trzymają poziom, nie są mdłe z przedawkowania cukru, mają w sobie kawał dobrego funky-soul-popu. Podoba mi się koncept w jakim są ułożone utwory na płycie, trzy pierwsze numery są preludium dla następnych trzech które są gigantami muzyki tanecznej, wiadomo o czym mowa, "Thriller", "Beat It", "Billie Jean", to numery obok których nie da się przejść obojętnie. po tych trzech parkietowych szlagierach znów robi się spokojniej na trzy ostatnie numery, i tutaj już nie do końca mi się to podoba, bo jest to jak słuchanie w stanie nietrzeźwym "To już jest koniec, nie ma już nic..", oczywiście żeby nie było, są to jak najbardziej dobre kawałki, ale ja bym je wplótł między te soczyste bangery, hehe, chyba się zagalopowałem, nie wypada mi uczyć ś.p. Michaela jak układać tracki na płycie.. W każdym razie "Thriller" miażdży.
P.S. Jako samplowy ćpun, jak znajdę dźwięk na starszym krążku który znam z nowej produkcji, jaram się jak niebo na sylwestra. Zgadnijcie kto i w jakim numerze samplował to:
piątek, 25 listopada 2011
Piosenka Tygodnia: Love Unlimited - If You Want Me, Say It
Dlaczego: Na zimne samotne wieczory polecam TO, bez wątpienia ogrzeje Cię swoim żarem. Uwielbiam taki soul, szkoda że Love Unlimited są praktycznie nieznane.
sobota, 19 listopada 2011
Jazzowa Jesień w Bielsku-Białej (Dzień II)
Niestety przyszedłem dopiero w połowie koncertu, pomimo tego mogę stwierdzić że koncert był małą rewelacją, zgrabne połączenie jazzu z muzyką symfoniczną (nie wiem czy mozna tu mówić o symfonii jakiejkolwiek, jeśli muzyków było tylko ośmiu?) Instrumenty które mogę wyróżnić to przede wszystkim skrzypce które odegrały bardzo dobrą rolę, oraz subtelną trąbkę Harrella, która świetnie uzupełniała wszelkie luki. Nie wiem co dolega Tomowi że jest cały czas przygarbiony, porusza się wolno jak mucha w smole, w każdym razie kiedy grał na trąbce wszelkie objawy odlatywały gdzieś daleko, muzyka jest życiem..
i tak przyszedłem tego dnia do Bielskiego Centrum Kultury właściwie tylko dla jednego człowieka...
2. PHAROAH SANDERS
Na scenę wyszedł wolno poruszający się, siwy staruszek, zdawało się że saksofon jest dla niego za ciężki, jednak kiedy usłyszałem pierwsze dźwięki saksofonu i spojrzałem na oczy które wyrażają siłę to wiedziałem że koncert mnie nie zawiedzie. Nigdy nie słyszałem tylu skrajnie różnych dźwięków z jednego saksofonu, nie wiedziałem że może też służyć jako instrument perkusyjny, damn! Sanders jest Hendrixem saksofonu tenorowego bez dwóch zdań. Najlepszym punktem koncertu był "The Creator Has A Master Plan", przez pewien moment bałem się że nie usłyszę kluczowego wokalu w tym numerze, i wyjdę nie spełniony, ale się nie zawiodłem. Szkoda że w zespole Faraona nie było żadnego instrumentalisty z jakimś orientalnym "sprzętem" (np. jakimisprzeszkadzajkami?), to by wzniosło ten koncert pod niebiosa, i tak nie mam na co narzekać bo koncert był niesamowity. Szkoda że nie było bisu..
Boli mnie to że takie koncerty są organizawane w takim miejscu, lepszą scenerią byłby zdecydowanie Klimat albo Rude Boy, ja się pytam po co te miejsca siedzące?!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




