niedziela, 3 lipca 2011

Hate!



Tak Peweł, żebyś wiedział że napisze o tym na blogu... Jest coś takiego co ostatnio zrobiło na mnie duże wrażenie, a jest to polski zespół death metalowy Hate! Znam tylko dwa numery, które możecie posłuchać pod spodem, oby dwa są bardzo dobre pod względem technicznym, mają w sobie niesamowity rytm. Nie znam za dobrze takiej muzyki, dlatego nie będę wymyślał na siłę przymiotników dla tych brzmień... Ale wiem że nadejdzie taki czas kiedy sięgnę po klasykę gatunku, na razie może nie, bo nie da się słuchać wszystkiego naraz, ale kiedyś na pewno. Jeśli mi: "czarnej głowie" podobają się takie numery to czy są jakieś granice w muzyce...? Ja wiem że nie ma. sejtan!


czwartek, 30 czerwca 2011

Raps A.D. 2011

Cunninlynguists - Oneirology


Fajny nostalgiczny klimat beatów Kno, zamulony, monotonny, a jednak indywidualny styl rapowania Deacona The Villaina i Nattiego to znaki firmowe Cunninlyguists. Nie wiem czy zamiarem Kno było chwytanie swoimi dusznymi beatami za gardło, jeśli tak to się udało, album dla mnie ma wydźwięk marzycielski (jak każdy inny od trójcy), co jest bardzo fajne, jednak bez niego ich dyskografia nie ucierpiała by w ogóle, nie jest w żaden sposób pójściem zespołu w przód, Deacon i Natti już chyba nigdy nie rozwiną swoich skillsów, może to i dobrze, nie wiem czy zespół by na tym zyskał, może wręcz przeciwnie?


Mój werdykt:
3\5



DJ Quik - The Book Of David

Złote czasy g funku się skończyły raz na zawsze i to nie ulega wątpliwości, takie krążki jak pamiętne "Quik Is The Name" już nie wychodzą,  legendy nadal wydają ile tylko mogą, ale to już dawno nie jest to samo, gdzie się podziało ciepło Kaliforni w beatach? Gdzie się podziała wielka charyzma Quika? Te czasy juz nie powrócą, wzrost jakości sprzętu i warunków życia nie sprzyja twórczości, zauważyłem już to dawno. Po cichu liczyłem na "The Book Of David", i nie dostałem nic ponad przeciętnego, co prawda jest to fajny krążek z bardzo dobrymi momentami, ale takich albumów wychodzą setki jeśli nie tysiące. Niewątpliwym plusem albumu jest celny dobór gości (Bun B jak zwykle swoją zwrotką zjadł album).

Mój werdykt:
3,5/5



Reks - R.E.K.S. (Rhythmatic Eternal King Supreme)


Reksio ma przepiękne flow i technikę składania rymów, tylko co z tego jeśli beaty sobie dobrał dosyć przeciętne, pomimo tego że są dziełem na prawdę znaczących postaci takich jak DJ Premier, Pete Rock, Hi-Tek, albo Statik Selektah? Wyróżniają się tylko singlowe: "25th Hour", "This Or That", "Why Cry". Ponadprzeciętny rap + przeciętne beaty = 3/5




 
Pharoahe Monch -  W.A.R. (We Are Renegades)


Powtarzam się niemiłosiernie w związku z płytami rapowymi z tego roku, ale niestety muszę znów to powiedzieć: nowy Faraon nie odkrywa niczego nowego. Żeby nie było że się czepiam, "W.A.R." jest dobrą płytą, ale co z tego jeśli nie będę o niej pamiętał za rok? Beaty od Marco Polo i M-Phazesa to świetna robota, klasyczny bangerowy boom bap, rap Moncha jest ponadprzeciętny, ale to wiemy nie od dzisiaj, a na tej płycie nie zrobił ani jednego kroku w przód... A i jeszcze jedno, jest jedna rzecz której bardzo nie mogę znieśc na tym albumie, a mianowicie "The Grand Illusion (Circa 1973)", opartego na samplu z "The Court Of Crimson King" zespołu King Crimson, to jest właśnie to co nazywam mało kreatywnym samplingiem.

Mój werdykt:
3/5



Random Axe - Random Axe

I tutaj muszę się trochę wyżyć. Pokładałem WIELKIE NADZIEJE w tym projekcie, niestety bardzo szybko legły w gruzach. Black Milk zrobił bardzo surowe beaty co powinno razem z surowymi raperami prezentować się wyśmienicie, niestety tak nie jest. Guilty na tej płycie jest niewidzialnym emce, pomimo tego że rapuje równie często co reszta. Gości równie dobrze mogło by nie być... Jedynym plusem jest Sean P który i tak nie daje z siebie wszystkiego. Numery na plus: "Everybody, Nobody, Somebody", The Hex", "4 In The Box"


Mój werdykt:
2/5


Podsumowując:
Jeśli ten rok będzie wyglądał tak do końca to będzie to jeden z najgorszych od dawna. 2010 był o niebo lepszy. Nie przesłuchałem wielu albumów bo nie da się łapać wszystkich srok za ogony kiedy nie śłucha się tylko rapu. Sprawdziłem płyty moich ulubionych artystów którzy wypadli blado w porównaniu do poprzednich lat... Zobaczymy co przyniesie następne półrocze.

P.S. Jeśli są jakieś tegoroczne płyty które są warte polecenia, zapraszam do podzielenia się tym ze mną w komentarzach.

poniedziałek, 30 maja 2011

R.I.P. Gil Scott-Heron





Dawno nie pisałem nic nowego, do nowego postu zmusiła mnie bardzo smutna wiadomość, tego nie można zlekeważyć, a mianowicie w piątek zmarł ojciec chrzestny rapu, poeta, muzyk, działacz Czarnych Panter - 
Gil Scott-Heron.Tworzył od roku 70-tego do dzisiaj, w swoich tekstach poruszał tematy rasizmu, nierówności społecznej, oraz wojny w Wietnamie. Wspaniałej treści towarzyszyła muzyka najwyższych lotów w kórej można zauważyć elementu funku, soulu, jazzu, i blueasa, dźwięki te ułożone w bardzo proste kompozycje lecz jakże celnie oddające istotę tekstów Herona, nigdy nie przyćmiewały manifestu który był najważniejszy. Dlaczego ojciec chrzestny rapu? Jego utwór utrzymane w stylistyce spoken wordu, pełne sprzeciwu i frustracji rzeczywistością, okraszone prostą muzyką, były tym co później robili tacy artyści jak Chuck D, Talib Kweli, KRS-One i wiele innych. Wielu raperów przyznaje się do inspiracji postacią, "Spoczywaj w pokoju GSH, to ty nas zainspirowałeś do tego co i jak robimy'', tak na śmierć artysty zareagował na swoim tweeterze wspomniany wcześniej Chuck D. Utwory Gila Scotta-Herona były często samplowane, między innymi przez Kanye Westa, Marleya Marla, oraz J. Rawlsa. Smierć mogły spowodować dwa czynniki, to że poeta był nosicielem wirusa HIV, oraz to że prowadził wyniszczające życie pełne używek.

Gil! Będzie nam Ciebie brakowało, Twoja muzyka jest nam bardzo bliska, będzie żyła zawsze w naszych sercach.










piątek, 1 kwietnia 2011

Wiz Khalifa - Rolling Papers (2011)



Tak to juz jest że bohaterowie mixtape'ów nagrywają słabe long play'e. Miała być sztuka wyszło efekciarskie rzemiosło... Wielu ludzi mówi mi: "Nie znasz się, to jest album na lato, do słuchania przy joincie, nie kazda muzyka musi wymagać od słuchacza", zgadzam się z tym, ale jednocześnie ripostuje że jest wiele innych lepszych płyt do odpoczynku, choćby zeszłoroczne obydwie części "Pilot Talk" Curren$y'ego które były o niebo lepsze,
o g funkowych klasykach nie wspominam, bo je się słucha dobrze zawsze, wiadomo. Beaty to przysłowiowa "żenua", nie znam tych beatmakerów, ale możecie być pewni że jeśli E. Dan albo Pop Wansel wypuści producentkę to na pewno jej nie sprawdzę. Jak można z podkładu w "Top Floor" który zaczyna się jak ciężki syntetyczny banger zrobić przesłodzone gówno? Z drugiej strony czy Wiz jest zdolny do tego żeby zarapować dobrze na ciężkim bangerowym beacie tego typu? może i nie, ale ważne że w konwencji wyluzowanego blunt rapu jest mistrzem. Nie wiem czy single są jak przystępne reklamy Mango TV, które mają przyciągnąć do marnej całości, ale ja tak to odbieram. "Black & Yellow", "Roll Up", "On My Level", no i powiedzmy jeszcze że "Rooftops" oraz "Hopes And Dreams" to najmocniejsze punkty albumu, reszta jest mi obojętna jak nasi cudowni politycy. Remixowany na tysiąc sposobów "Black & Yellow" ma w sobie wszystko co powinien mieć dobry mainstreamowy singiel, a mianowicie przebojowość, dobry teledysk, przystępność, "On My Level" jest idealnym soundtrackiem do wszelakiej fazy, beat się rozmydla niczym obraz przed oczami po wódżitsu, "Roll Up" z kolei jest najsłabszym z singli, jednak ma klimat którego nie można mu odmówić. Zauważyłem powtarzalność Wiza, wszędzie ma takie same flow, ta sama tematyka tekstów, rozumiem że KRS-One może się powtarzać, najlepsze klasyczne lata ma już za sobą, ale Wiz który dopiero co wbił się na scenę? Pomimo tych wszystkich zarzutów życzę Khalifie progresu, na prawdę lubię tego kota, wnosi dużo świeżości na tą zakurzoną scenę, ale "Rolling Papers" z całym szacunkiem odpada (oprócz singli oczywiście).

Mój werdykt:
2/5 (w tym 1,5 zajmują single)


wtorek, 29 marca 2011

Freeway & Jake One - Stimulus Package (2010)



Tonę w zalewie nijakich płyt, nijakich kolaboracji wszystkich z wszystkimi, które tak na prawdę nic nie wnoszą do rapu. Pewnie teraz spodziewacie się że napisze o "Stimulus Package" że jest wyjątkiem, no i w połowie macie racje, bowiem Freeway z Jake Onem wysmażyli niezły krążek, co prawda nie wniósł raczej nic nowego do gry, ale na pewno nie brzmi nijako. Ostanio wychodzi mało płyt wyprodukowanych tylko przez jednego beatmakera, za to milion wyprodukowanych od niechcenia, bo wypada, każdy kawałek od innego z mainstreamowej czołówki. Każdy raper powinien mieć swojego producenta, tak jak Guru miał Preemo, tak jak A.G. ma Showbiza, tak jak Snopp Doggy Dogg miał Dr. Dre, tak jak Freeway ma Jake One'a! To nie żart, Ci panowie rozumieją się tak jak powinien rozumieć się MC z beatmakerem. Te beaty są wprost stworzone dla Freewaya, nie wyobrażam sobie innego rapera który mógłby zastąpić Freewaya przy „Stimulus Package”. Ponadto mogę jeszcze stwierdzic że Freeway po albumie z Jakiem przeżył swego rodzaju renesans twórczości. Krążek zaczyna się wejściem z buta od dwóch rewelacyjnych numerów: "Stimulus Intro" i "Throw Your Hands Up", potem poziom albumu ani na chwilę nie schodzi niżej, a nawet wzrasta w niektórych momentach. Momenty o których mówię nazywają się: singlowy "She Makes Me Feel Alright", "One Thing" z Raekwonem, oraz nastrojowe "Freekin' The Beat" z Latoiyą Williams która zaśpiewała w tym utworze jak księżniczka neo-soulu. Odnośnie gości to Bun B jak zwykle popłynął nieskazitelnie (jestem psychofanem tego typa, bez kitu), Birdman o dziwo nie uszkodził syntetyczno-soulowego "Follow My Moves", ba! nawet tam pasuje, Beanie Sigel pozytywnie mnie zaskoczył swoim flow i głosem (hejtuj mnie, pierwszy raz słyszałem zwrotkę tego kota). "Stimulus Package" jest jednym z najbardziej spójnych krążków jakie słyszałem ostatnio.

Mój werdykt:
4/5

Jeśli ta płyta jest taka wspaniała, taka unikatowa, to dlaczego dałem jej czwórkę a nie piątkę? Sam nie wiem, nie czuje żeby zasługiwała na coś więcej, może za sprawą tego że jakby nie patrzeć album nie poszerza horyzontów, nie jest żadną rewolucją w rapie, pytanie czy taka kiedykolwiek jeszcze nastąpi? Chciałbym przenieść się do lat 90-tych...



środa, 16 marca 2011

Nate Dogg odszedł



15 marca odszedł od nas najlepszy wokalista w rapie, twórca i współtwórca takich klasyków jak "Dogg Food", "Regulate... G-Funk Era", albo "G Funk Classics Vol 1 & 2". Prawdziwa przyczyna śmierci wokalisty na razie nie jest powszechnie znana, jednak można domyślić się że jest ona związana z dwoma udarami mózgu które przeżył wokalista. Czym były by "Regulate" Warrena G, albo "Ain't No Fun (If The Homies Can't Have None)" Snoopa bez partii śpiewanej przez Nathaniela Dwayne'a (prawdziwe imię i nazwisko artysty)? artysta miał duży wkład w budowie potęgi Death Row Records, oraz całego g funku. Za wspaniałą przygodę z Twoją muzyką dziękuje. Rest In Beats!










sobota, 19 lutego 2011

About big changes and big things

 Panie i Panowie! Jesteście świadkami wiekopomnej chwili , mój przewspaniały blog zmienił nazwę na Soulquarian! tadaa! (Czy ktoś w ogóle czyta to gówno?) Dzisiaj pierwszy raz od niepamiętnych lat spędzam sobotnią noc w domu, dlatego postanowiłem coś skrobnąć.W najbliższym czasie spodziewajcie się następnych wieści, a tymczasem skosztujcie finezyjnego smaku tych dwóch muzycznych rarytasów. Hi5!

Kanye West - My Beautyfull Dark Twisted Fantasy (2010)

Dlaczego wszędzie (w sumie prawie wszędzie, pozdrawiam zero-siedem!) czytam o tym że Kanye West aka Jestem Pępkiem Świata, dzięki swojemu nowemu dziełu zyskał status boga muzyki? Taki status należy się takim graczom jak James Brown, albo Jimi Hendrix, ale nie Kanye West, przynajmniej na razie... Fenomen albumu polega na tym że jest spójny, zrobiony z pomysłem, żaden "feat" nie jest na darmo, a wierzcie mi lub nie, nad albumem pracowała cała armia pod nadzorem Westa (od RZA'y po Swizz Beatza, od Alicii Keys i Rihanny po Eltona Johna, od Rick Rossa po Kid Cudi'ego). kompozycja jest perfekcyjna, nic nie jest zbędne, potwornie ciekawie zaaranżowana przestrzeń  a teraz takich krążków ze świecą można szukać. Ze zdumieniem i przerażeniem stwierdzam że dzieło nie ma wad, dlatego zachęcam do słuchania, tylko ostrzegam, to wciąga! Dobry mainstream nie jest zły.



















Curtis Mayfield - Superfly! (1972)

Ciężko pisać o czymś co nie wypada krytykować, bo i tak nie ma czego, ciężko coś chwalić jeśli słowa i tak nie oddadzą piękna danego obiektu, dlatego powiem że jest to dla mnie po prostu najlepszy soundtrack do filmu jaki kiedykolwiek słyszałem, jedna z najlepszych płyt funkowo soulowych jakie kiedykolwiek słyszałem,  od pierwszego przesłuchania wciągnęło mnie na zawsze. Curtis jest najlepszym wokalistą w swojej kategorii, czyli w śpiewaniu falsetem o minusach życia w czarnym getcie na dopracowanych do bólu, czystych podkładach, e. Skarbnica sampli, wykradali z niej blask między innymi Dr. Dre,
 albo Hi-Tek. To trzeba usłyszeć!