piątek, 25 listopada 2011
Piosenka Tygodnia: Love Unlimited - If You Want Me, Say It
Dlaczego: Na zimne samotne wieczory polecam TO, bez wątpienia ogrzeje Cię swoim żarem. Uwielbiam taki soul, szkoda że Love Unlimited są praktycznie nieznane.
sobota, 19 listopada 2011
Jazzowa Jesień w Bielsku-Białej (Dzień II)
Niestety przyszedłem dopiero w połowie koncertu, pomimo tego mogę stwierdzić że koncert był małą rewelacją, zgrabne połączenie jazzu z muzyką symfoniczną (nie wiem czy mozna tu mówić o symfonii jakiejkolwiek, jeśli muzyków było tylko ośmiu?) Instrumenty które mogę wyróżnić to przede wszystkim skrzypce które odegrały bardzo dobrą rolę, oraz subtelną trąbkę Harrella, która świetnie uzupełniała wszelkie luki. Nie wiem co dolega Tomowi że jest cały czas przygarbiony, porusza się wolno jak mucha w smole, w każdym razie kiedy grał na trąbce wszelkie objawy odlatywały gdzieś daleko, muzyka jest życiem..
i tak przyszedłem tego dnia do Bielskiego Centrum Kultury właściwie tylko dla jednego człowieka...
2. PHAROAH SANDERS
Na scenę wyszedł wolno poruszający się, siwy staruszek, zdawało się że saksofon jest dla niego za ciężki, jednak kiedy usłyszałem pierwsze dźwięki saksofonu i spojrzałem na oczy które wyrażają siłę to wiedziałem że koncert mnie nie zawiedzie. Nigdy nie słyszałem tylu skrajnie różnych dźwięków z jednego saksofonu, nie wiedziałem że może też służyć jako instrument perkusyjny, damn! Sanders jest Hendrixem saksofonu tenorowego bez dwóch zdań. Najlepszym punktem koncertu był "The Creator Has A Master Plan", przez pewien moment bałem się że nie usłyszę kluczowego wokalu w tym numerze, i wyjdę nie spełniony, ale się nie zawiodłem. Szkoda że w zespole Faraona nie było żadnego instrumentalisty z jakimś orientalnym "sprzętem" (np. jakimisprzeszkadzajkami?), to by wzniosło ten koncert pod niebiosa, i tak nie mam na co narzekać bo koncert był niesamowity. Szkoda że nie było bisu..
Boli mnie to że takie koncerty są organizawane w takim miejscu, lepszą scenerią byłby zdecydowanie Klimat albo Rude Boy, ja się pytam po co te miejsca siedzące?!
czwartek, 17 listopada 2011
Piosenka Tygodnia: Showbiz & A.G. - South Bronx Shit
środa, 9 listopada 2011
R.I.P. Heavy D
Soulquarian nie może milczeć w takich sytuacjach, Heavy D zmarł 8 listopada, prawdopodobnie przyczyną były powikłania po zapaleniu płuc. Artysta w swoim dorobku posiada pięć albumów jako Heavy D & The Boyz, oraz trzy płyty solowe, nie słyszałem JESZCZE żadnego z nich, ale jestem pewien że warto się zainteresować. Do notki biograficznej odsyłam tutaj. Na deser mam dla Was jeszcze ten numer, który jest jednym z najbardziej gwiazdorskich posse cutów w historii, i przykładem typowego klasycznego rapu.
niedziela, 30 października 2011
Miles Davis - Doo Bop
Istnieje taka płyta jak "Doo Bop", pomimo tego że dobrze mi jest ona znana to zapomniałem o niej na śmierć! a przecież to jest okrutnie dobry album! Przypomniałem sobie, i stwierdzam że brzmi jeszcze lepiej niż zeszłym razem jak go słuchałem kilka lat temu. Pierwsza kwestia jaką chiałbym poruszyć to: dlaczego ten album nie jest podpisany Miles Davis & Easy Mo Bee, tylko Miles Davis!? Easy przecież w ten album włożył tyle samo pracy co Davis.. Wytłumaczenie jest proste: Garniturki nie chcą słyszeć że w muzyce dla elity (czyt. jazz) maczał paluchy wredny obszarpaniec z ulicy (czyt. beatmaker). A tak na serio to przez to Bee jest prawie nie znany, mało kto czyta creditsy albumów, a myślę że zasługuje na większą sławę, nie tylko za ten krążek, ale za piękne beaty na klasycznych rapowych albumach takich jak "Ready To Die" Notoriousa, albo "Hold It Down" Das EFX. Jak nie każdy wie, jest to ostatnia płyta Milesa, na którą Tytan Trąbki zaczynał nagrania w styczniu 1991 roku, niestety we wrześniu odszedł, co na pewno zmieniło trochę całokształt wydawnictwa. Z zamierzenia płyta miała być hybrydą rapu z jazzem (nie pierwszą, kto zna zespół Stetsasonic ten wie), więc główny bohater poprosił Russela Simmonsa (właściciela Def Jamu) o propozycje jakiegoś kumatego człowieka który nadawałby się do współpracy, padły trzy słowa, domyślcie się jakie.. Po śmierci Milesa, odpowiedzialność za całokształt spadła na Osten Harvey Jr. (właściwe i mię i nazwisko Easy'ego), który podołał zadaniu, chociaż pewnie gdyby płyta był zrobiona od a do z wspólnie to na pewno by była lepsza, pomyślcie sobie chociaż że Miles Davis chciał zaprosić Prince'a na featuring! Nie ma co narzekać, i tak do naszej dyspozycji zostały oddane pyszniutkie numery. Easy Mo Bee oprócz produkcji albumu zajął się także rapowaniem które nie jest najwyższyh lotów, ale to wcale nie przeszkadza, a nawet pasuje do ekspresyjnej trąbki Davisa, raper z jakimś niesamowitym flow wadziłby się z nią. Jeśli chodzi o produkcje to Bee spisał się naprawdę dobrze, album brzmi trochę industrialnie pomimo tego że sample pochodzą z czarnej muzyki. Tempo krążka jest bardzo zróżnicowane, od szybkiego jak sama nazwa mówi "High Speed Chase" do relaksującego "Mystery", pomimo tego brzmienie bardzo spójne. Nie wszystkie wałki zostały zagrane przez Milesa, dwa z nich (wcześniej wymienione "High Speed..", "Fantasy") zostały sklejone z sampli z istniejących już nagrań artysty. Myślę że album jest idealną propozycją na jesienne złote popołudnia, zachęcam do słuchania!
czwartek, 20 października 2011
Piosenka Tygodnia: Nie ogarniam
Dlaczego: Ten cykl nie miał być dewiacją moich nastrojów psychicznych, ale dziś będzie. W tym tygodniu wyjątkowo nie mogę znaleźć miejsca dla siebie w muzycznym świecie. Zimna obskurna szarzyzna na dworze, przeziębienie, brak wyraźnego sensu w tym wszystkim, powoduje że muzyka też jest gorzej przeze mnie odbierana, nic do mnie nie przemawia w pełni. Nawet The Upsetters ze swoim głębokim pulsującym dubem brzmią jakoś topornie, D'Angelo z gorącym soulowym brzmieniem uderza w moje uszy jak obuch, tu chyba nawet free jazz nie pomoże, coś jest kurwa nie tak... Na szczęście są jednak rzeczy które mnie nie zawiodły.. Na złe dni lekarstwem zawsze jest niezawodny Marvin Gaye który swoim albumem "I Want You" pomógł mi choć na chwile zapomnieć o bożym świecie (no może oprócz płci pięknej, w końcu Marvin wzdycha do niewiast przez cały czas trwania tego raju). Poczujcie tą magię chociaż przez chwilę i sprawdźcie ten numer. Następną sprawą jest Mingus, tak Charles Mingus, dopiero nie dawno przekonałem się do jego wspaniałej twórczości, ostatnio bardzo często gości na moich playlistach, ten gościu jest mistrzem. Chciałbym Wam ładnie i barwnie opowiedzieć o muzyce jaką tworzy ale nie mam za dużo do powiedzenia o jazzie, nie wiem jak wypada na tle innych znaczących graczy na scenie, tyle klasycznych wydawnictw jeszcze nie słyszałem, ale spokojnie, nadrabiam straty. Zamiast słów łapcie to, na dzisiejszy dzień idealne.. Zazwyczaj nie piszę tutaj o książkach które czytam, a raczej nigdy nie pisze tutaj o książkach. Dzisiaj dzień łamania zasad, Piosenka Tygodnia jest pełna osobistych narzekań, zamiast jednego utworu są dwa.. no to niech będzie i książka. Słyszałem kiedyś z kogoś ust że twórczość Bukowskiego to "rozpierdol i syf", nawet u Elda w którymś tam numerze jest wers "Z Bukowskim się łajdaczę i zawszę kończę marnie", nic z tych rzeczy! Pomimo tego że bohaterem "Kobiet" które teraz czytam jest alter ego autora, czyli Henry Chinaski, fabuła powieści w dużej mierze wzorowana jest na prawdziwym życiu prywatnym Bukowskiego które jak wiadomo nie spodobało by się starszym Paniom obok których siedzisz w kościele o szóstej rano, przeczę wszystkim wcześniej wymienionym przeze mnie cytatom, i powiem Wam że czyta mi się to całkiem przyjemnie. Miła książka która skutecznie daje mi zapomnieć o tym co wczoraj i jutro chociaż na chwile, a nawet mogę powiedzieć że mnie bawi. Forma jaką jest napisana książka jest prosta, słownictwo surowe, co tylko wg. mnie dodaje wiarygodności. Twórczość Bukowskiego dla mnie jest porównywalna z filmami prezentującymi gatunek "czarny humor". Bukowski był draniem, ale bez tego łajdactwa czym była by jego proza...?
czwartek, 13 października 2011
Piosenka Tygodnia: Lil' Wayne - Phone Home; Lee "Scratch" Perry & The Upsetters -
W zeszłym tygodniu nie było długo oczekiwanej przez Was Piosenki Tygodnia, dlatego dzisiaj są dwie;)
1. Lee "Scratch" Perry & The Upsetters - Dub Along
Dlaczego: Drogi fanie Erda, w tej piosence nie znajdziesz przekazu. Weezy nawija o tym że jest kosmitą i zjada wszystkich, robi to na świetnie dopasowanym beacie od Davida Bannera, jak zwykle w swoim chorym stylu, z chorym flow. Hejtuj, ale pamiętaj: "You're not the same, He's a martian"
1. Lee "Scratch" Perry & The Upsetters - Dub Along
Dlaczego: Nie znajduję wytłumaczenia, ta pulsująca radość promieniuje, ten kobiecy głos przenika i hipnotyzuje. Cóż, muzyki lepiej słuchać, niż o niej czytać (i mówi to ten co spędza całe dni na czytaniu recenzji płyt)
2. Lil' Wayne - Phone Home
Dlaczego: Drogi fanie Erda, w tej piosence nie znajdziesz przekazu. Weezy nawija o tym że jest kosmitą i zjada wszystkich, robi to na świetnie dopasowanym beacie od Davida Bannera, jak zwykle w swoim chorym stylu, z chorym flow. Hejtuj, ale pamiętaj: "You're not the same, He's a martian"
Subskrybuj:
Posty (Atom)







