środa, 7 września 2011

Piosenka Tygodnia: Marvin Gaye - Inner City Blues (Make Me Wanna Holler)


Dlaczego: Kiedyś już wspominałem na tym blogu o arcykrążku na którym znajduje się ten utwór, wspomnę jeszcze raz.. "What's Going On" jest czymś NIESAMOWITYM! Nie ma drugiego albumu który wywołuje we mnie dużo skrajnie różnych emocji, jeśli jest to mi go pokaż, ha. Ja wiem że Tego raczej nie należy dzielić na drobne kawałki, że każda część jest tak samo wybitna, ale okoliczności mnie do tego zmusiły, albowiem jest to niespotykane iż chodzę w tygodniu, codziennie do pracy! W związku z tym raczej ostatnio nie mam siły aby katować różne nowe wynalzki, wolę sobie zapuścic starego, dobrego Marvina który zawsze przyniesie mi spokój i ukojenie, a ten numer daje mi to w stu procentah. Enjoy!

wtorek, 30 sierpnia 2011

Piosenka Tygodnia: Gil Scott-Heron - The Get Out Of The Ghetto Blues


Ponieważ: tak bluesowego Gila jeszcze nie słyszałem.Kawałek pochodzi z bardzo dobrej płyty "Free Will" z 1972 roku (tak swoją drogą nigdy nie słyszałem żeby jakiś jego album był przeciętny). Co tu dużo mówić, POLECAM!


piątek, 26 sierpnia 2011

My Props

The Dave Brubeck Quartet - Time Out (1959)



Siema nazywam się Dave Brubeck, razem ze swoimi ziomkami robię muzykę, cool jazz, tak to nazywacie? Tak wiem że nie jest to jazz powykręcany i działający na psychikę jak Mingusy i inne Coltrane'y, ale właśnie o to nam chodzi, chcemy tworzyć jazz przy którym można spalić jointa, odprężyć się, który nie będzie przeciążał dodatkowo mózgu, może wydaje Wam się to banalne, ale taka muzyka też jest potrzebna. Troche mnie denerwuje że ludzie znają właściwie tylko "Take Five", a co z resztą? Stworzyliśmy całą płytę, mówię Wam, sprawdźcie ją, gwarantuje że umili Wam upalne letnie popołudnia..  

4,5/5






V.A. - Albanie Polyphonies Vocales Et Instrumentales (1988)


W te wakacje miałem szczęście podróżować autostopem po Bałkanach, celem była Albania, jednak dotrzeć się tam nie udało ze względu na czas i pieniądze, widzieliśmy tylko wierzchołki albańskich gór z czarnogórskiej miejscowości Plav, góry te były wiecznie zamglone, przesiąknięte tajemnicą tak samo jak ta muzyka. Niepowodzenie i tak nas nie zniechęciło, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej zafascynowaliśmy się najbiedniejszym krajem Europy. Najbardziej surowym i interesującym rodzajem ich muzyki ludowej są polifonie, czyli pojedynczy wznoszący się śpiew na tle chóru, bez żadnych instrumentów. Polifonie mają w sobie niesamowitą magię. Nie byłem w Albanii, ale widziałem wiele zdjęć, muzyka oddaje atmosferę tych miejsc stuprocentowo. Na krążku są także numery w których występują instrumenty muzyczne, najczęściej jest to klarnet. Muzykę albańską prezentują tu chóry które pochodzą z kilku ważnych dla muzyki i państwowości miast: Permet, Wlora, Tosk, Gjirokaster. Mi osobiście najbardziej odpowiada to co zaprezentował chór z Gjirokaster, "May You Live As Long As This Earth" doprowadza mnie do uniesienia. Polecam całym sercem tą składankę. Do zobaczenia Albanio!

4,5/5

przykład polifonii, niestety nie znalazłem żadnej która by dorównywała tym ze składanki

                              
  

KRS-One - Kristyles (2003)


To jest HIP-HOP, co z tego że Kris się powtarza jeśli lirycznie jest zawsze dobry, a flow nigdy nie słabnie.. Jedynymi minusami na płycie są goście których mogłoby w sumie nie być, i pojedyncze beaty. Na zachęte polecam numer "9 Elements" w którym KRS jak sama nazwa mówi wymienia 9 nie 5, elementów kultury hip-hopowej, oraz prostuje błędne myślenie większości ludzi na temat pojęcia. 

4/5





 Goran Bregović - Music Inspired And Taken From Underground (1995)


Muzyka filmowa ma to do siebie że jej funkcją jest dodawanie walorów dźwiękowych dopasowana do ruchomego obrazu, tak więc muzyka Gorana broni się bardzo dobrze w połączeniu z bardzo dobrym "Underground", jednak bez filmu, jako tracki ułożone w longplay już tak dobra nie jest. Jednak walorów muzycznych odmówić broń Boże nie można. Bałkańska muzyka, jest sama w sobie niepowtarzalna, nigdzie nie widziałem wcześniej takiej różnorodności i znaczenia instrumentów dętych jak w tej muzyce właśnie. Na duży plus: "Sheva" (dęciaki, rytm, ekspresja) "Ausencia" (kubański akcent w postaci Cesarii Evory,), "Mesecina - Moonlight" (ten numer oddaje w stu procentach duszę filmu, nie umiem inaczej tego postrzec, dęciaki!(2)), "Ya Ya (Ringe Ringe Raja)" (rytm, wielowymiarowość w dźwiękach, dla mnie jedyny utwór na krążku który jest w stu procentach rozrywkowy, i jest w nim wyczuwalny jakiś humor), "Kalasnijikov" (to raczej każdy zna, banger, dęciaki!(3)), reszta po prostu na plus. Zamiast płyty polecam film.

3/5




Howlin' Wolf - Howlin' Wolf (1962)


Druga z legendarnych kompilacji z lat 60-tych, według mnie lepsza. "Moanin' In The Moonlight" miało jeden wielki plus, a mianowicie "I Asked For Water (She Gave Me Gasoline)" który jest najlepszym numerem bluesowym jaki kiedykolwiek słyszałem, ale jako całość nie jest tak dobrze i płynnie złożona jak "HW". Bohater tekstu nie na darmo nazywa się Howlin' Wolf, wyje niemiłosiernie (tutaj jest to plusem), umie przejść umiejętnie z niskiego tonu na bardzo wysoki, przy czym robi to z wielką pasją. Nie warto nie znać takich numerów jak "Spoonfull", "The Red Rooster" (tego akurat nie znać po prostu nie wypada), albo "You'll Be Mine" 

5/5





Raps A.D. 2011 Vol.2

Miałem napisać za kilka miesięcy o następnych płytach rapowych z tego roku, ale zwyczajnie NIE CHCE MI SIĘ ICH SŁUCHAĆ, chociaż nie, jest taka jedna płyta którą sprawdziłem, nad którą wielu ludzi się spuszcza jakby był to drugi "Illmatic" albo "The Chronic", chociaż nie, lepszym porównaniem byłoby "Black Album" albo "My Beautiful Dark Twisted Fantasy", teraz wiecie o czym mówię? The Throne - "Watch the Throne", wiadomo.




Tym razem znów Kanye dowodził armią beatmakerów wśród których wyróżniają się Q-Tip, RZA, The Neptunes, Swizz Beatz, 88-Keys, oraz Mike Dean. Tym razem jednak pomimo pokaźnej obsady przymiotnikiem "epicki" tej płyty określić nie umiem. Nie ma na albumie monumentalizmu kompozycji jak w "MBDTF", nie ma tak swobodnego i potężnego rapowania jak w "BA". Duet Yeezy - Hova żeby nie było, odpowiada mi, i to bardzo, ale uważam że potencjał tych wybitnych postaci nie został wykorzystany w stu procentach. Mogło być wybitnie jest tylko dobrze. "No Church In The Wild" to niezły wejście, Jay-Z świetna zwrotka, propsy, musiałbym tu zacytować ją całą, więc po prostu odsyłam do lyricsów, albo do numeru, jednak muzycznie jest to jakies takie miałkie. W numerze "Lift Off" nie dość że dla mnie osobiście beat jest przykładem tego czego nie lubię u Westa, to jeszcze refren który jest wokalnym popisem Beyonce zagłusza głównyh bohaterów płyty. "Who Gon Stop Me", bardzo fajnie zarapowany numer, podoba mi się w swojej konwencji, Jay-Z pokazuje tu klasę, tylko co z tego jeśli beat jest rap prowizorką typu "Can't Touch This" MC Hammera, albo "Stronger" Kanyego, czyli po prostu zapętlony WIELKI kawałek w tym wypadku numeru "I Can't Stop" Flux Pavillion. "Welcome To The Jungle" jest nie najgorszym numerem, podkład Swizz Beatza jest znośny, panowie na mikrofonach elegancko dają radę, jednak jest defekt, zawsze mnie denerwuje kiedy Swizz dopowiada coś swoim zamulonym głosem, a szczególnie jak sobie upodoba jakąś frazę i męczy ją w kółko(no chyba ze jest to "Fancy" Drake'a). Następny numer który mam chęć ominąć to przesłodzony "Made In America" z pedalskim refrenem i bananowym pizgającym beatem. "Otis", chyba jeden z najlepszych numerów na krążku, który i tak nie jest rewelacyjny, fajnie że tempo się zmienia, fajnie że Jay i Kanye pokazują co potrafią na mikrofonie, tak nawiasem mówiąc fajnie że teledysk jest pomysłowy (choć raz nie chwalą się nowiutkim Bentleyem, tylko pociętym Bentleyem), fajnie że zsamplowane urywki wokalu Otisa Reddinga z tego numeru są ułożone w logiczną całość, fajnie że w ten sposób oddają cześć mistrzowi, i przypominają że ktoś taki istniał, ale nie fajnie ze na dłuższą mete to brzmi jak to napisał jeden z użytkowników rateyourmusic.com, uwaga, cytuje: "EAT A DICK OTIS REDDING (kanye west mix)".  "Why I Love You", do tego numeru nie mam absolutnie nic, całkiem niezły beat, całkiem niezły refren Mr. Hudsona, nawet ten chipmunk efekt nie przeszkadza. Reszta jest mi absolutnie obojętna, ani źle ani dobrze. Oho! Zapomniałbym całkowicie o "That's my Bitch", to też jest świetny numer z oldschoolowym powiewem, za beat odpowiedzialny jest Q-Tip który się popisał pod tym względem.


Podsumowując, nie ma złudzeń, The Throne rządzą pomimo tego że ich najnowsze dzieło nie wnosi zbytnio nic do ich dyskografii. Troche brakowało, jednak jestem pewien że ten duet jeszcze wiele namiesza. "Watch The Throne" dla mnie nie jest niczym specjalnym, i myślę że ten projekt żeruje trochę na fejmie który został nabyty dużo wcześniej w prywatnych dyskografiach jaśnie wielmożnych, nic dziwnego w tym nie ma tak nawiasem mówiąc, sama świadomość że to w końcu Kanye west i Jay-Z ekscytuje nie lada. I'm watching the throne but throne is empty.

Mój werdykt:
2,5/5

To mnie wcale nie skłania do słuchania nowych płyt, błagam niech ktoś wstrząśnie tą sceną.

niedziela, 3 lipca 2011

Hate!



Tak Peweł, żebyś wiedział że napisze o tym na blogu... Jest coś takiego co ostatnio zrobiło na mnie duże wrażenie, a jest to polski zespół death metalowy Hate! Znam tylko dwa numery, które możecie posłuchać pod spodem, oby dwa są bardzo dobre pod względem technicznym, mają w sobie niesamowity rytm. Nie znam za dobrze takiej muzyki, dlatego nie będę wymyślał na siłę przymiotników dla tych brzmień... Ale wiem że nadejdzie taki czas kiedy sięgnę po klasykę gatunku, na razie może nie, bo nie da się słuchać wszystkiego naraz, ale kiedyś na pewno. Jeśli mi: "czarnej głowie" podobają się takie numery to czy są jakieś granice w muzyce...? Ja wiem że nie ma. sejtan!


czwartek, 30 czerwca 2011

Raps A.D. 2011

Cunninlynguists - Oneirology


Fajny nostalgiczny klimat beatów Kno, zamulony, monotonny, a jednak indywidualny styl rapowania Deacona The Villaina i Nattiego to znaki firmowe Cunninlyguists. Nie wiem czy zamiarem Kno było chwytanie swoimi dusznymi beatami za gardło, jeśli tak to się udało, album dla mnie ma wydźwięk marzycielski (jak każdy inny od trójcy), co jest bardzo fajne, jednak bez niego ich dyskografia nie ucierpiała by w ogóle, nie jest w żaden sposób pójściem zespołu w przód, Deacon i Natti już chyba nigdy nie rozwiną swoich skillsów, może to i dobrze, nie wiem czy zespół by na tym zyskał, może wręcz przeciwnie?


Mój werdykt:
3\5



DJ Quik - The Book Of David

Złote czasy g funku się skończyły raz na zawsze i to nie ulega wątpliwości, takie krążki jak pamiętne "Quik Is The Name" już nie wychodzą,  legendy nadal wydają ile tylko mogą, ale to już dawno nie jest to samo, gdzie się podziało ciepło Kaliforni w beatach? Gdzie się podziała wielka charyzma Quika? Te czasy juz nie powrócą, wzrost jakości sprzętu i warunków życia nie sprzyja twórczości, zauważyłem już to dawno. Po cichu liczyłem na "The Book Of David", i nie dostałem nic ponad przeciętnego, co prawda jest to fajny krążek z bardzo dobrymi momentami, ale takich albumów wychodzą setki jeśli nie tysiące. Niewątpliwym plusem albumu jest celny dobór gości (Bun B jak zwykle swoją zwrotką zjadł album).

Mój werdykt:
3,5/5



Reks - R.E.K.S. (Rhythmatic Eternal King Supreme)


Reksio ma przepiękne flow i technikę składania rymów, tylko co z tego jeśli beaty sobie dobrał dosyć przeciętne, pomimo tego że są dziełem na prawdę znaczących postaci takich jak DJ Premier, Pete Rock, Hi-Tek, albo Statik Selektah? Wyróżniają się tylko singlowe: "25th Hour", "This Or That", "Why Cry". Ponadprzeciętny rap + przeciętne beaty = 3/5




 
Pharoahe Monch -  W.A.R. (We Are Renegades)


Powtarzam się niemiłosiernie w związku z płytami rapowymi z tego roku, ale niestety muszę znów to powiedzieć: nowy Faraon nie odkrywa niczego nowego. Żeby nie było że się czepiam, "W.A.R." jest dobrą płytą, ale co z tego jeśli nie będę o niej pamiętał za rok? Beaty od Marco Polo i M-Phazesa to świetna robota, klasyczny bangerowy boom bap, rap Moncha jest ponadprzeciętny, ale to wiemy nie od dzisiaj, a na tej płycie nie zrobił ani jednego kroku w przód... A i jeszcze jedno, jest jedna rzecz której bardzo nie mogę znieśc na tym albumie, a mianowicie "The Grand Illusion (Circa 1973)", opartego na samplu z "The Court Of Crimson King" zespołu King Crimson, to jest właśnie to co nazywam mało kreatywnym samplingiem.

Mój werdykt:
3/5



Random Axe - Random Axe

I tutaj muszę się trochę wyżyć. Pokładałem WIELKIE NADZIEJE w tym projekcie, niestety bardzo szybko legły w gruzach. Black Milk zrobił bardzo surowe beaty co powinno razem z surowymi raperami prezentować się wyśmienicie, niestety tak nie jest. Guilty na tej płycie jest niewidzialnym emce, pomimo tego że rapuje równie często co reszta. Gości równie dobrze mogło by nie być... Jedynym plusem jest Sean P który i tak nie daje z siebie wszystkiego. Numery na plus: "Everybody, Nobody, Somebody", The Hex", "4 In The Box"


Mój werdykt:
2/5


Podsumowując:
Jeśli ten rok będzie wyglądał tak do końca to będzie to jeden z najgorszych od dawna. 2010 był o niebo lepszy. Nie przesłuchałem wielu albumów bo nie da się łapać wszystkich srok za ogony kiedy nie śłucha się tylko rapu. Sprawdziłem płyty moich ulubionych artystów którzy wypadli blado w porównaniu do poprzednich lat... Zobaczymy co przyniesie następne półrocze.

P.S. Jeśli są jakieś tegoroczne płyty które są warte polecenia, zapraszam do podzielenia się tym ze mną w komentarzach.

poniedziałek, 30 maja 2011

R.I.P. Gil Scott-Heron





Dawno nie pisałem nic nowego, do nowego postu zmusiła mnie bardzo smutna wiadomość, tego nie można zlekeważyć, a mianowicie w piątek zmarł ojciec chrzestny rapu, poeta, muzyk, działacz Czarnych Panter - 
Gil Scott-Heron.Tworzył od roku 70-tego do dzisiaj, w swoich tekstach poruszał tematy rasizmu, nierówności społecznej, oraz wojny w Wietnamie. Wspaniałej treści towarzyszyła muzyka najwyższych lotów w kórej można zauważyć elementu funku, soulu, jazzu, i blueasa, dźwięki te ułożone w bardzo proste kompozycje lecz jakże celnie oddające istotę tekstów Herona, nigdy nie przyćmiewały manifestu który był najważniejszy. Dlaczego ojciec chrzestny rapu? Jego utwór utrzymane w stylistyce spoken wordu, pełne sprzeciwu i frustracji rzeczywistością, okraszone prostą muzyką, były tym co później robili tacy artyści jak Chuck D, Talib Kweli, KRS-One i wiele innych. Wielu raperów przyznaje się do inspiracji postacią, "Spoczywaj w pokoju GSH, to ty nas zainspirowałeś do tego co i jak robimy'', tak na śmierć artysty zareagował na swoim tweeterze wspomniany wcześniej Chuck D. Utwory Gila Scotta-Herona były często samplowane, między innymi przez Kanye Westa, Marleya Marla, oraz J. Rawlsa. Smierć mogły spowodować dwa czynniki, to że poeta był nosicielem wirusa HIV, oraz to że prowadził wyniszczające życie pełne używek.

Gil! Będzie nam Ciebie brakowało, Twoja muzyka jest nam bardzo bliska, będzie żyła zawsze w naszych sercach.