niedziela, 1 września 2013

Piosenka Tygodnia: Gil Scott-Heron - Your Soul And Mine


Dlaczego: Są dwa czynniki dla których uważam że cały album (I'm New Here) jest niesamowity, po pierwsze jest wypowiedzią odchodzącego z pełną świadomością człowieka, który w realiach odszedł rok później, na zawsze, po drugie muzyka zawsze była tylko tłem dla słów Gila, tym razem jest nad wyraz duszna i zawiera dużo syntetycznych akcentów. Utwór od początku jest minimalistyczny, zawiera krótkie, powielone syntezatory które dławią oddech w połowie, dopiero w ostatnich kilku sekundach podkład rozpościera się, wpada w ucho, jak w oczy światło w czarnym tunelu, po czym się kończy, wyobraźnia dopowiada dźwięk respiratora który nie wychwytuje już tętna. 

So if you see the vulture coming, flying circles in your mind
Remember there is no escaping for he will follow close behind
Only promise me a battle, battle for your soul and mine
And mine, 
And mine

piątek, 23 sierpnia 2013

Piosenka Tygodnia: Digital Mystikz - Anti War Dub


Dlaczego:  No w końcu się dorwałem do Cyfrowych Mistyków, w tym tygodniu Mala i Coki dominują w moich głośnikach, z tej okazji Piosenką Tygodnia jest numer z którym zacząłem przygodę z tymi sympatycznymi kolesiami z South London, stolicy dubstepu. Dubstep jest naturalną miejską adaptacją jamajskiej muzyki zwanej dubem, a Mistycy jak dla mnie są najbardziej DUBowi z całego dubstepu, jakkolwiek to nie brzmi, a jeśli sądzisz inaczej to pokaż mi bliższy korzeniom kolektyw, będę wdzięczny. No i panie prezydencie, premierze, ten sampel saksofonu ściska moje muzyczne czucie niemiłosiernie, i z całą pewnością tak każdy element tego utworu jest absolutnym kosmosem od wokalu Spen G po perkusje. DMZ!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Tygrys, Lew, Klapki



Czytając Klapki Kubota (#blog #podróże #backpackers:) #autostop), sprawdzałem sobie muzykę z krajów które akurat były opisywane, i przy epizodzie z Kambodżą zapoznałem się z zespołem Dengue Fever prezentującym popowe kambodżańskie granie w Los Angeles. Słuchając sobie kawałka Ethanopium od razu się zorientowałem że to był samplowane w As We Enter Nasa i Damiana Marley'a, nic bardziej mylnego.. Na szczęście nie musiałem pytać Damiana (który odpowiada za produkcje większości tracków na albumie), bo jest whosampled i wikipedia, które zgodnie powiedziały mi że sampel pochodzi z  
Yègellé Tezeta, muzyka i aranżera etiopskiego pochodzenia, ojca Ethio-jazzu- Mulatu Astatke, a Ethanopium, jest tylko coverem. 

Pisząc to chciałbym zaakcentować dwie rzeczy:
1. Jest to jeden z miliona przykładów jak szerokie muzyka ma powiązania, nawet pozornie nie związani ze sobą artyści, z odległych nurtów muzycznych, i z bardzo odległych sobie krajów mają ze sobą dużo wspólnego, świat muzyczny jest jak natura, w nim nic nie ginie.
2. Samplowanie to bardzo pożyteczny wynalazek który przemyca do uszu młodego słuchacza klasykę i niszę, o której nie miałby w innym wypadku pojęcia.





Idąc dalej chciałbym powiedzieć że nie mam pojęcia dlaczego album Distant Relatives został tak słabo oceniony, kiedy jest na prawdę dobry, muzycznie, spójny.. Może dlatego że muzycy znów ktoś walą wyświechtanymi tekstami typu Africa Must Wake Up, albo że do współpracy został zaproszony Lil' Wayne? Nie ważne dla mnie, brzmi to wszystko tak jak ma brzmieć, muzycznie jest bardzo przyzwoicie, żaden punkt nie odstępuje od reszty, wszystko trzyma się kupy i jest dla mnie trzynastoma numerami bezstresowej, aczkolwiek zaangażowanej muzyki. No i powiem nawet że ten twór w dyskografii Nasa wygląda na prawdę dobrze, bo niestety God's Son często dobiera sobie słabe beaty.Wiele razy już wspominałem o kreatywnym samplingu, i tutaj sobie przeczę kiedy mówię że to są dobre produkcje.ale w tym wypadku mi to w ogóle, ale w ogóle nie przeszkadza kiedy panowie na nich dają z siebie na prawdę dużo, dobrym przykładem jest Promised Land, który jest całkowitym zerżnięciem muzycznym Dennisa Browna, ale też jest wspaniałym przykładem jak dobrze nawijać na dubujących podkładach, tak więc grzech wybaczony.



Ethanopium teraz w moich oczach jak był wspaniałym numerem, tak po odkryciu że to cover, zmalał gwałtownie z takiego powodu, że mało w nim jakiejkolwiek interpretacji, po prostu jest prawie reprodukcją Yègellé Tezeta. W każdym razie nie do tego służy mi ten akapit aby umniejszyć tym muzykom, wręcz odwrotnie, każdy z Was po przesłuchaniu tych wszystkich wyżej wymienionych numerów na pewno nie sprawdzi nic od Dengue Fever, więc mam misję sprostowania ujmy którą sam zaserwowałem. Najlepszym sposobem na rehabilitację w Waszych oczach będzie mój ulubiony ich numer Tiger Phone Card, który Wam powie więcej niż tysiąc moich słów:


A co do Mulatu Astatke to właśnie dostałem kopa w swoją żyć żebym w końcu sprawdził coś od tego Typa, i właśnie to robię.

 


niedziela, 11 sierpnia 2013

Piosenka Tygodnia: Black Uhuru - What Is Life (Original Full Lenght Mix)


Dlaczego: tak na prawdę w tym tygodniu nie ma Piosenki Tygodnia, ale że mnie przez długi czas nie było, a utworów było wiele, tak więc łapcie. Tak się składa że wielu ludzi jest się w stanie cieszyć życiem na prawdę tylko kiedy są pod wpływem na imprezie zostawiając swoje problemy w domu. Jak już tak stawiamy sprawę to ten utwór jest idealny na domówki i wszelakie tego typu wydarzenia, wiem to z autopsji. 

What is life? Life is a treat
What is life? Nothing but cheat



wtorek, 6 sierpnia 2013

GUESS WHO'S BACK

To nie o klasycznym numerze od Rakima z 1997 roku, tylko o moim powrocie do blogerskiej gry. Dlaczego mnie nie było? Zapał zgasł, byłem pewien że nic nie wnoszę do tego internetowego światka, pomimo tego iż zawsze utrzymywałem że robię to tylko dla siebie, no chyba jednak nie do końca tak było jeśli się z kimkolwiek porównywałem. Tak czy siak ostatnio nosiłem się z pomysłem reaktywacji, nawet sobie poczytałem stare posty i z czasem moje postrzeganie ich nie jest złe, wręcz przeciwnie,uważam że to całkiem dobry kawał mięcha, a teraz będą jeszcze lepsze. Trochę czasu minęło, mrowie płyt przeleciało przez głowę w końcu.

W moich planach internetowej hustlerki znajduje się odnowa szaty graficznej, bo co jak co,ale na to patrzeć nie mogę, i przywrócenie cyklu Piosenka Tygodnia, reszta to już będzie czysty spontan, bez reguł i bez schematów, żadnej normy, w końcu jestem tutaj Panem i Władcą.

Na dzień dobry zapraszam do posłuchania kilku płyt które zrobiły na mnie ostatnio duże wrażenie:

1. Kanye West - Yeezus (2013)


















Ah, Yeezy Yeezy how you do it huh?!, no kurwa jak, powiedz mi, jak to robisz że za każdym razem Twój album jest krokiem w przód w tej zapyziałej rap grze? Jak to robisz że każdy Twój kolejny album jest bezczelnie przebojowy? Jak to robisz że to zawsze trzyma się kupy pomimo armii skrajnie różnych beatmaker'ów, i w tym wypadku tak różnych wpływów jak dancehall, industrial, i indie? Jak to robisz że uważasz że jesteś bogiem, a nadal masz rzesze fanów? Kanye jest w stu procentach pewien tego co robi, i siebie samego, i to jest właśnie klucz do sukcesu, jeśli jesteś czegoś pewien i nie masz żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości owoce chociaż mroczne będą obfite. Wspaniała współczesna muzyka.

2. Selda - Selda (1976)


















Ostatnio w moim regionie odbywał się Tydzień Kultury Beskidzkiej, na którym niezłą furorę zrobił zespół z Turcji, także w moim wypadku, dlatego następnego dnia od razu jak wstałem z łóżka sięgnąłem po muzykę z tego kraju. No i nie spodziewałbym się że od razu trafię na coś co było samplowane przez rap beatmakera, a mianowicie przez Oh No dla Mos Defa, a ten kawałek to Ince Ince. Cała płyta jest świetną porcją muzyki, i znów daje mi do zrozumienia ile wspaniałej muzyki spoza Europy i Stanów Zjednoczonych pozostaje zamkniętej w granicach kraju, pomimo tego że zasługuje na wyciek bardziej niż Gangnam Style. Jestem zachwycony, zawsze podobała mi się muzyka która łączy charakterystykę jakiejś konkretnej kultury w tym wypadku tureckiej z nowym prądem w muzyce, dlatego tak bardzo lubię black metal np.

3. Burial, Four Tet & Thom Yorke - Ego / Mirror (2011)



















Jest mało artystów którymi jestem oczarowany do tego stopnia że sprawdzam wszystko w czym kiedykolwiek maczali palce, z pewnością do nich należy William Bevan czyli Burial, kocham tą muzykę. No i znów przepiękny materiał, wzruszający swoim brzmieniem co prawda może mniej niż solowe wyczyny Bevana. Od zawsze sobie zadaje pytanie co to kurde blaszka jest Radiohead? dlaczego ich krążek OK Computer jest najlepiej ocenianym albumem na moim ulubionym Rate Your Music? Nadal tego nie wiem, ale jestem bliższy sprawdzenia tego, po usłyszeniu wokalisty tego zespołu na podkładach tych zacnych artystów. Thom ma wyczucie podkładu, jego wokal współgra fantastycznie z beatem, poza tym udowodnił że ma otwartą głowę jeśli współpracuje z muzykami spoza swojej branży, chociaż kto wie, może to na prawdę ten sam krąg ludzi zagubionych w wielkomiejskiej dżungli... Co do produkcji to od razu słychać za które elementy produkcji odpowiada który artysta, jak zwykle Burial na poziomie swojej indywidualnej wirtuozerii sampluje wokal i dzierga swoje ambientowe narkotyczne wibracje. Wnioskuje że za resztę odpowiada Four Tet którego nie znam praktycznie wcale, ale nie odstaje poziomem od roli reszty muzyków. Kawał dobrej nocnej muzy.

czwartek, 31 maja 2012

Piosenka Tygodnia: A$AP Rocky - Bass


Dlaczego: Wydawało mi się że jestem odporny na takie debiuty, ale okazało się że nie, możliwe że trafił na okres roku w  którym taka muzyka rajcuje mnie najbardziej, zaczyna się lato. W A$APie wyczuwalna jest inspiracja brudnym południem z Houston, widać to w refrenach chopped n' screwed, w upodobaniach do popularnego na południu specyfiku zwanego purple drunk (syrop na kaszel zawierająy kodeinę, zmieszany z tonikiem, podobno to właśnie po spożyciu najlepiej się odbiera tak zmiksowany rap). Muzyka Rockyego jest smaczną krzyżówką dwóch stylistyk, południowego mainstreamu z wschodnim. Raper nie jest tytanem mikrofonu ale jest to całkowicie nieważne kiedy wnosi na tą zakurzoną scenę świeżość i wszystko co robi ma wspaniałą atmosferę. Beat stworzył Clams Casino którym trzeba się zainteresować, bo przyznam się szczerze robi to na mnie takie samo wrażenie jak podkłady Ski Beatza na "Pilot Talk". Podkład razem z "posiekanym i wykręconym" wokalem wchodzi w reakcje która powoduje u mnie bezwarunkowe kiwanie głową. SWAG!

 

poniedziałek, 28 maja 2012

V.A. - Maybach Music Group Presents Self Made Vol. 1




Surfując po youtubie przez przypadek natrafiłem na "Pandemonium", potem na "Ima Boss", a na końcu na "Tupac Back", wszystkie utwory zainteresowały mnie dosyć mocno, treścią, formą, charakterem. Zacząłem się interesować tą formacją, załatwiłem sobie tę o to kompilacje "Maybach Music Group Presents Self Made Vol. 1". No i powiem wam że chodzi to za mną zapętlone od kilku dni, co nie znaczy że krążek zasługuje na maksymalną ocenę...


Słucham różnej muzyki, w tym także brazylijskiego zespołu Sarcofago którego teksty oscylują wokół agresji, bluźnierstwa, czy jeśli ja tego słucham to znaczy że jestem heretykiem albo socjopatą? Nic z tych rzeczy. Czy oglądasz horrory bo fascynujesz się strachem albo lubisz widok cierpiących ludzi? Raczej nie.. Tak samo to że podoba mi się muzyka od załogi Rysia nie znaczy że jestem materialistą i uważam się za szefa wszystkich szefów. Trzeba zrozumieć że to często jest nieprawdziwy wizerunek, swego rodzaju gra. Jest to dosyć kłopotliwe zagadnienie, ja uważam że jest TAK a nie inaczej.




Running Rebels


Grupa spod znaku Maybacha jak wiadomo to dosyć duże zgromadzenie, długo by wyliczać, w każdym razie nie każdy na tym składaku się pojawia, niektórzy udzielają się tylko w jednym utworze np. Stalley który nawinął świetną zwrotkę w "Running Rebels". Na okładce widnieją tylko cztery postacie i te persony grają na płycie pierwsze skrzypce. Meek Mill jest dla mnie sporym zaskoczeniem, szykuje się następna mainstreamowa gwiazda na poziomie, jego flow zamiata; Wale, który jest najrówniejszy ze wszystkich, nie zaczął rapować dzisiaj to wie każdy; Pill, dla mnie całkowita nowość, typowo południowy gracz, pochodzi z Atlanty więc nie ma co się dziwić jego southową stylówką, no i...


Big Boss Rick Ross


Zdecydowanie ma najgorsze skillsy z całego towarzystwa, pomimo tego że zrobił niezły progres, to wszystko jest nie ważne w momencie kiedy to on jest inicjatorem całego zgrupowania, kiedy to właśnie Oficer wyłowił tych wszystkich graczy z ciemnego mixtape'owego światka no name'ów, kiedy ma koncept na siebie, nawet jeśli to wszystko to tylko 'teatr'. Po co Ross ma nawijać wściekle jak ma od tego swoich żołnierzy. Ricky jest "cementem który spaja te różne postacie w jedność.


Fitted Cap, 600 Benz, Big Bank


Polecam każdemu tą kompilacje kto ma dystans do treści, bo jestem pewien że żaden z czytelników nie wozi się Benzem, nie ma milionów na koncie. Umówmy się, jeśli raper umie dobrze nawinąć o objętości swojego portfela to ja to łykam, jednak tutaj są słabe wersy ("I'm on my Gucci shit / Gucci Luciano bitch you know I'm Gucci Rich"), ewentualnie znajdziemy także średnie linijki, które nie zapadają w pamięć, zdecydowanie liryka nie jest wymagająca.


Bounce


Są cykające, ciężkie, syntetyczne, dudniące bangery ("By Any Means", "Big Bank", "Tupac Back"); bardziej zbliżone tradycji, zawierające jakiś sampel również bangery (moje ulubione "Pandemonium"); nieprzesłodzone o dziwo pościelówy ("That Way"), jest też numer z którym można jak to się mówić 'poczilować' ("Rise"); a wszystko na dobrym poziomie, nic nie kaleczy uszu. 


Tupac Back


Nie, tym razem Tupaca nie wskrzesili na potrzeby 'featuringów', i bardzo dobrze, ale jest Jadakiss, jest J. Cole, jest na prawdę zacnie pod względem gości. Refreny Jeremiha i Chestera Frencha zmiękczają płytę, Curren$y i CyHi potęgują luz w "Rise", French i Jada dają respekt w NY. Podsumowując żaden  gościnny gest nie jest zbędny, wszyscy goście w dobrej formie, jedynie J. Cole ciut niżej upadł swoją zwrotką.


By Any Means


Gdziekolwiek byś był wszędzie usłyszysz o tej ekipie, a jeśli nie o całej ekipie to na pewno o 'Grubasie', no chyba że zamieszkasz w jaskini jak Św. Iwan, ale tam też może się zdarzyć to że obok Twojej jaskini będą przechodzić chłopaki z kimś z MMG na komórce. A dzieje się tak dlatego że ich wali to co o nich myślisz, ze wszystkich sił ręczą że są bossami, do tego są aprobowani przez cały mainstream, no może oprócz Centa, wiadomo. Każdy z nich jest bezczelnie przebojowy, każdy z nich ma ogromną charyzmę, każdy istnieje w świadomości fanów rapu, odbierany gorzej lub lepiej w zależności od człowieka. Jeśli będziecie się starać Panowie i dostarczać mi hitów na poziomie tej kompilacji to ja będę tego słuchał.


Why Cry


"Selfmade Vol. 1" nie dostanie piąteczki dlatego że:
- to tylko kompilacja
- nie odkrywa przede mną niczego nowego
- liryka
- beaty są owszem dobre, ale nie rewelacyjne


4/5







czwartek, 19 kwietnia 2012

Piosenka Tygodnia: CunninLynguists - Hellfire






Dlaczego: Jutro chłopaki grają koncert w Krakowie! Jestem ciekaw jak smakuje ten duszny klimat beatów Kno na żywo, i czy Natti i Deacon są "Mistrzami Ceremonii". Załoga Soulquariana będzie, a Wy?!


niedziela, 15 kwietnia 2012

Piosenka Tygodnia: Charles Mingus - Boogie Stop Shuffle


Dlaczego: Jest pewien artysta który był swaggerem zanim A.$.A.P. Rocky ujrzał światło dzienne, mowa o tym grubasku na górze, absolutnemu gigantowi muzyki zwanej jazz. Jak słucham tego utworu mam wrażenie że to jest rap który przechodzi od walących w mordę panchline'ów po wyniosłe bragga które pokazuje gdzie jest Twoje miejsce. Jak kiedyś dorwę się do samplera to wytnę coś z tego utworu, słyszę przynajmniej trzy momenty które aż się proszą żeby być częścią jakiejś nowej kompozycji, i dziwie się że nikt tego jeszcze nie zrobił.Groove, ekspresja, skoki napięcia. 


wtorek, 3 kwietnia 2012

Piosenka Tygodnia: Bulgarian Voices - Angelite & Huun-Huur-Tu - Legend


Dlaczego: Nigdy nawet sobie nie wyobrażałem współpracy folkowych muzyków z Bułgarii i Tuwy. To połączenie podbiło moje serce bez większego trudu, znajduje tam wszystko to co najpiękniejsze w folku: psychodelie, mistycyzm, ślad pogańskich czasów; wyraz miłości, a może tęsknoty do krainy z której pochodzą muzycy; prostotę, która aż ściska za gardło, bo jest to muzyka autentyczna, która wynika z rdzennej kultury. Utwór "Legend" wg. mnie jest flagowym przykładem muzyki panującej na wspólnej płycie muzyków pod nazwą "Fly, Fly My Sadness". Utwór zaczyna się gardłowym niepokojącym rytmicznym, gardłowym śpiewem, a po chwili rozbrzmiewa krystalicznie czystym, przenikającym całe ciało chóralnym, ale nie nachalnym, lekkim, zmasowanym śpiewem, zwróćcie uwagę na to że w kawałku rola instrumentów muzycznych jest sprowadzona do minimum, dęty instrument klawiszowy(?) rozbrzmiewa tylko w jednym momencie, grając drugorzędną rolę, jest to przykład na to że ludzki głos jest najbardziej wszechstronnym instrumentem, można go wykorzystać na tysiące sposobów... Słuchając takiej muzyki wylatuje myślami przez okno gdzieś daleko, gdzieś gdzie kapitalizm jeszcze nie dotarł...

P.S. Kex, pozdrawiam Cię


wtorek, 6 marca 2012

Piosenka Tygodnia: Royce Da 5'9" - Dinner Time feat. Busta Rhymes


Dlaczego: Po prostu perfekcyjny kawałek, Royce jest mikrofonowym mordercą, jest horrorem słabych raperów, zjada ich na tytułowy obiad. Busta i 5'9" lecą jak oszalali na pięknym beacie niejakiego Quinceya Tonesa. Całość pulsuje jak serce maratończyka po przekroczeniu mety. Rzeź.

czwartek, 1 marca 2012

Piosenka Tygodnia: Stalley - Sound Of Silence


Dlaczego: Ostatnio powiem szczerze przeżywam muzyczny kryzys, nic mnie nie łechce, po prostu muzyka przepływa przez moją głowę nie powodując żadnych emocji... Stąd tytuł piosenki tygodnia. Artysta też nie jest przypadkowy, Stalley jest ostatnim wśród muzyków którymi się jarałem. Poza tym że jest przesympatycznym gościem (sprawdź to), to tworzy muzykę która mi bardzo odpowiada tj. zaangażowany dobry rap + luźne tłuste brzmienie zarezerwowane wcześniej tylko dla hustlerów z południa Stanów.

czwartek, 23 lutego 2012

Piosenka Tygodnia: Sientist VS King Midas Sound - U Dub (Part 2)





Dlaczego: Idę ulicą Słowackiego, jest ładne popołudnie, drugi dzień roztopów, obraz z moich oczu jest inny niż  na co dzień, zupełnie tak jakby jakiś hipster majstrował z kontrastem i jasnością, ale nie ważne jest plusowa temperatura, jest fajnie... W pewnym momencie zauważam wylot ulicy na rynek który jest na przeciwległym wzgórzu, promienie zachodzącego słońca cudnie przemykają pomiędzy kamienicami, odbijając się od okien dając przestrzeń i blask okolicy. Na niebie unoszą się różowo-pomarańczowe obłoki zupełnie jak radioaktywne resztki oparów po jakimś gwiezdnym burialu który najwidoczniej był dawno, strach i agonia już nie są wyczuwalne w powietrzu. Skręcam w uliczkę obok Klamotu, mijam jakichś typów, cieszę się, wiem dobrze że nie patrzą w tym momencie na świat tak jak ja. Pigal jest dziwnie pusty,  pojedyncze osóbki przemykają na drugim końcu placu śpiesząc się gdzieś, a przecież jest sobota. Pomimo tego że warunki pogodowe są dobre, biorąc pod uwagę że jeszcze kilka dni temu były ogromne mrozy, świat jest dziwnie smutny, czyżby jeszcze się nie otrząsnął z tego morderczego zimna? Kiedy przechodzę obok teatru do moich uszu dochodzą dźwięki muzyki z lat 30-tych, wesołe, swingujące, już wiadomo skąd brak żywej duszy na ulicy, wszyscy się bawią w środku. Przechodząc dalej przez plac Żwirki i Wigury mijam dwóch panów w mundurach, czuje dziwny niepokój, pomimo tego że jestem niewinny... 5 metrów dalej czuje ulgę, delektuje się światłami miasta, aż docieram do miejsca które wygląda jak ponura przełęcz, po środku tylko czerwona brama do piekła, biorę głęboki wdech, zmuszam mózg do większej bystrości, wchodzę...






*cały tekst jest tylko ilustracją do utworu i fikcją.

piątek, 10 lutego 2012

Piosenka Tygodnia: The Jamaicans - Ba Ba Boom


Dlaczego: W końcu przekonałem się w pełni do rocksteady, dzięki pierwszej płycie z kompilacji The Story of Jamaican Music- Tougher Than Tough (polecam gorąco!!!!!!!), na której są chyba najważniejsze single z proto reggae, jeden z nich to "Ba Ba Boom" zespołu The Jamaicans który w pełni oddaje istotę tej muzyki. Jeśli nie wiesz co to rocksteady czas nadrobić zaległości.






czwartek, 26 stycznia 2012

Piosenka Tygodnia: Burzum - Hvis Lyset Tar Oss


Dlaczego: Nie znam się na tego typu muzyce, jednak uderza w tym utworze atmosfera ciemnego tajemniczego norweskiego lasu i zamglonych fiordów zapomnianych i nawiedzonych przez pogańskie upiory. Udało mi się znaleźć angielskie tłumaczenie, okazało się że trafiłem z interpretacją numeru bez poznania słów:

A glade in the wood
Where the sun shines
Between the trees we are imprisoned
In this God's glade
It burns it scorches
When the light licks our flesh
Goes toward the sky a smoke
A cloud of our form
Prisoners of the burials
Tormented by God's goodness
No flame no hate
They were right we have come to Hell




czwartek, 19 stycznia 2012

Piosenka Tygodnia: Machine Head - Imperium


Dlaczego: Ten kawałek chodzi za mną od ponad tygodnia, często ostatnio gości w moich słuchawkach kiedy sune przez miasto. Forma i treść, treść i forma, oby dwa czynniki w tej muzyce mi odpowiadają, nie będę pisał rozprawek na temat liryki, jaka jest każdy widzi eeee.. słyszy, można by tu się rozwodzić że wokalista wykrzykuje że skończył życie zgodne z prawem, ale to już Wasz wybór czy się to podoba czy nie, mi się podoba, w tym świecie trzeba być wyrazistym żeby coś osiągnąć (powiedział największy komformista). Jeśli chodzi o muzykę to wstęp i rozwinięcie mnie niszczy, przejście z spokojnej gitarki do "napierdalania" jest majstersztykiem. Tak a propos to słyszałem już gdzieś podobne riffy, nie wiem czy to przypadek, follow up, czy małe rozmiary możliwości gitary, czy może wszystko na odwrót. 


poniedziałek, 9 stycznia 2012

RAP


Rap, muzyka tak bliska memu sercu, od niej wszystko się zaczęło, urzekła mnie indywidualnoscią formy, ekspresją, i licznymi koneksjami z inną muzyką...


HIP-HOP


Uważam że rap prezentujący kulturę hip-hop jest tylko jeden, ale cały czas mam w głowie dylemat czy g-funk, dirty south, albo jeszcze inne tego typu rapsy też mogą być hip-hopem? Czy występujące wrażliwe obserwacje u niektórych raperów reprezentujących te i inne tego typu nurty to część hip-hopu?


'Rap is something you do. Hip-Hop is something you live.' - KRS-One


Ten cytat mnie zbił z tropu całkowicie, bo jeśli raper który rymuje o robieniu pieniędzy i gangbangach naprawdę tym żyje? Czy wtedy można powiedzieć że reprezentuje moją ukochaną kulturę? Jesli obok hardych gangsterskich opowieści znajduje się miejsce na wrażliwą obserwacje i jakieś konstruktywne wnioski to można powiedzieć że to hip-hop? Przecież nawet KRS-One, albo ojciec chrzestny tej kultury: Africa Bambaataa mają za sobą uliczne życie... Tytuł pierwszego albumu KRS-One'a w ramach Boogie Down Productions brzmiał "Criminal Minded", dopiero śmierć Scott La Rocka (przyjaciela i mentora Krisa) zmieniła stan rzeczy, KRS zaczął postrzegać prawdziwą moc słów, zmienił agresywną treść na teksty typu "Stop The Violence". Czy tylko raperzy którzy doceniają wagę słów i ich treść jest zaangażowana w sprawy społecznego dobra można nazwać hip-hopem? Przecież to wszystko zaczynało się od radosnych rymowanek mających rozgrzać publiczność. Sam nie wiem, mam wielki mętlik w głowie spowodowany swoimi wątpliwościami... 


BEEF


Na prawdę nie przepadam za tym zjawiskiem, często szkaluję imię tej muzyki... Jak widzę w jaki sposób raperzy załatwiają konflikty między sobą aż mnie mdli, jak słyszę że TRU Life razem z ziomkami wpadli do studia Mobb Deepów z bronią z wyraźnym zamiarem zrobienia komuś krzywdy to nie chce mieć z tym nic wspólnego. To są już tylko gangsterskie porachunki, którym daleko do słowa 'beef'. Beef w hip-hopowym znaczeniu to bitwa polegająca na uderzaniu w siebie muzyką a nie bronią, to ćwiczenie które podwyższa umiejętności słowne. Niby czemu Common został uznany za wygranego w beefie z Westside Connection? Odpowiedź jest prosta, użył sensownych argumentów, a nie jak Ice Cube z chłopakami bluzgów z groźbami. Beef pomiędzy Kool Moe Dee a Busy Bee, był jednym z pierwszych (jesli nie pierwszym) beefem. Był czymś rewolucyjnym, można powiedzieć że Kool Moe Dee podwyżył poprzeczkę w rymowaniu, konstruując bardziej skomplikowane punchline'y uderzejącę w zabawiającego, w cukierkowy sposób publiczność popularnego w tym czasie Busy'ego. Tutaj nie mam wątpliwości, jeśli konflikt wychodzi poza ramy muzyki to wiem że to zło.


BEAT


Beaty na funkowych i soulowych samplach, to rapowy wymóg ortodoksów, ale dlaczego? To jest wynalazek hip-hopowy, ale na czym polega muzyka rap jeśli nie na postępie i różnorodności? Dlaczego beaty na syntezatorach, albo południowe ciężkie cykacze są często odrzucane? A co z Rootsami? Przecież oni mają żywe instrumenty, a to nie jest element kanonu, pomimo to jednak prezentują typowy rap, co z Zion I którzy nawijają na nowoczesnych beatach, a treściowo są typowo hip-hopowi? Nie mam wątpliwości że wszystkie rodzaje rapowych beatów mają swoją wartość. Szanuje tak samo Kanye Westa, Pete Rocka, czy też może Dj'a Quika, którzy robią skrajnie różne podkłady, dla skrajnie różnych raperów.


KONEKSJE


Często w sytuacjach kiedy gościnnie na płycie bangerowego południowca występuje jakiś trueschoolowy raper (albo na odwrót) zauważam negatywne komentarze, dlaczego? Bo rap jaki prezentują dani raperzy nie pasuje ci estetycznie, albo treściowo? Ja uwielbiam takie połączenia, uwielbiam zestawienie kilku różnych punktów widzenia, kilku różnych stylistyk. 



WIARYGODNOŚĆ

Rick Ross, najlepszy przykład niewiarygodnego rapera, chyba nic o czym rapuje nie jest prawdą, ale z drugiej strony czy Gravediggaz na prawdę chcą rozwalić komuś głowę? Poza tym czym są książki tak chętnie czytane przez Ciebie jak nie fikcją? Tak, ja wiem że istnieją wielbiciele tylko tekstów opartych na faktach, w rapie, gangsterskim, czy też tym "prawilnym" znajdziesz tego tak samo wiele. Pod względem treści rap jest niesamowicie obszerną muzyką, od opowieści o zgubionym portfelu w El Segundo, przez przechwałki o tym że się jest niebotycznym hustlerem, po numery wychwalające wyższy byt.

MUZYKA

Pierwotną rolą muzyki od zawsze jest rozrywka. To nie treść decyduje głównie o poziomie danego numeru, bo czym byłyby same słowa bez dźwięków ułożonych w jakimś określonym zamyśle? Typowo słownym medium są książki, i tego się trzymam, kiedy chce delektować się słowami czytam książki, co nie wyklucza dobrej liryki w muzyce, także w rapie (choćby Masta Ace). Nawet gdy poziom liryki jest niebotyczny, jeśli forma nie jest zadowalająca, albo te dwa pojęcia ze sobą nie współdziałają ze sobą to NIE SŁUCHAM. Znajdę wielu ludzi, nawet z mojego otoczenia którzy zarzucą muzyce rap że "to nie jest muzyka, tylko jakieś melodeklamacje pod rytmiczne podkłady", "ja wolę żywe instrumenty, a nie skopiowane skrawki muzyki, które na dodatek są kradzione, każdy tak potrafi". Ok, potrafisz tak? to zrób taki beat jak chociażby Madlib, nawet jeśli miałoby Tobie to zająć miesiąc to nie zrobisz tego nawet w połowie tak dobrze jak on w kilka godzin (tyle zajmuje mu robienie beatu, co za tym idzie poziom jego produkcji jest skrajnie różny). Wolisz żywe instrumenty tak? jesteś wielbicielem gitary? "Dźwięki robione przez maszyne" są przetworzoną muzyką zagraną przez człowieka, gitarę też tam znajdziesz . Tak btw. myślisz że wklepuje się dźwięk do maszyny, i reszta pracy jest już tak zautomatyzowana? Nie ma tak łatwo, sampler, syntezator, gramofon (czyli te Twoje maszyny) tak samo jak gitara są instrumentami muzycznymi czy tego chcesz czy nie. Druga sprawa, czy zdajesz sobie sprawę z tego jak wielką wiedzę muzyczną musi posiadać dobry beatmaker? i jak wiele czasu musi zabrać mu poznanie danej muzyki, zdobycie płyty? Następny zarzut pod adresem rapu to brak korzeni i odrębność od każdej innej muzyki, ten zarzut dziecinnie łatwo odbić... Mam trzy argumenty: 1. Kolaboracji między rapem a inną muzyką jest setki, z każdej sfery muzyki można coś znaleźć, rockowej, jazzowej, neo-soulowej, itd... 2. Rap nie wywodzi się znikąd, w prostej linii wyrósł z funku, a funk wyrósł z soulu, który wyrósł z muzyki gospel i rythm n' bluesa, itd.., a nie z getta geniuszu. Tak więc ma swoje zaplecze muzyczne i korzenie które dają tej muzyce potęgę i smak.. 3. Dzięki rapowi odkryłem inną muzykę, sample zaprowadziły mnie do kopalni niesamowitej muzyki, czy ktoś słyszał kiedyś o Erniem Hinesie, albo o Continent Number 6? mało kto, ja bym też nie wiedział co to, gdyby nie rapowe beaty.












Gdzieś przeczytałem że Lupe Fiasco popadł fanom swoją wypowiedzią że wychował się na zespole 8Ball & MJG, a nie na A Tribe Called Quest, co dla mnie jest żenujące. Tak jak powinno się oddzielać życie prywatne od życia służbowego, tak też powinno się oddzielać muzykę tworzoną od słuchanej. Rap jest mega różnorodną muzyką, i to jest piękne. Czy to jest Lil' Wayne, czy Foesum, czy może Q-Tip, propsuje wszystko, pod warunkiem że jest to na poziomie. Przykro mi że nie tylko muzyka ale cała kultura ma fałszywy wizerunek wykreowany przez telewizje i ludzi z zamkniętym umysłem. Jak dla mnie rap jest najbardziej progresywną muzyką od 30 lat. Gdzie wcześniej nastąpiła tak drastyczna ewolucja formy, gdzie treść jest wyrażana w tak bezpośredni sposób, gdzie forma jest tak indywidualna, w której muzyce? Mówię tu tylko o ostatnich 30-tu latach.







poniedziałek, 19 grudnia 2011

Piosenka Tygodnia: Luddy - Marijuana Shop


Dlaczego: Tamten tydzień dla mnie się skończył dopiero teraz, myślałem nad tygodniową piosnką, ale jej obraz zdeklarował się dopiero dzisiaj w mojej głowie... Tydzień minął dosyć rozrywkowo, stąd bezrefleksyjny joint. "Candy Shop" wyprodukowane przez Scotta Storcha lepiej sprawuje się jako riddim dla jamajskich dancehallowych wymiataczy niż jako tło dla postękiwań Pana Półdolarówki. Świetny riddim, kiedyś miałem fajny dancehallowy mixtape, zapętlałem go non stop, pewnego dnia chyba mi się usunął przez przypadek, a numery tam były przednie m.in. T.O.K. - Survivor, Elephant Man - Seh Dem Bad, żałowałem bardzo, tym bardziej że nie znałem w ogóle tracklisty, teraz z rozrywkowym sentymentem wracam do tego. Puuuuuuuuuuuul Up!

wtorek, 13 grudnia 2011

Wiosna Zimą

Temperatura powyżej zera, słońce raczy nas swymi promykami, kolory wyraziste, wcale się nie obrażę jeśli taka pogoda utrzyma się przez całą zimę, chce się żyć. Na każdą sytuacje mam wachlarz numerów, na tą także...

1. Dr. Alimantado - Poison Flour
Kawałek dodaje mi vibe'u i szybkości w każdej formie podróży, czy to but, czy autobus. Najlepsze jest to że prawie cały utwór dominują melodeklamacje Doctora, które nie drażnią bo są umiejętnie dopasowane do riddimu, poza tym głównym walorem utworu są niesamowite hooki które dodają melodyjności numerowi który właściwie jej nie ma.


2. Black Moon - Shit Iz Real
Ciepły sampel saksofonu idealnie współgra ze słońcem, surowa forma i treść idealnie łączy się z brudem na ziemi i tagami na murach. "Fuck where you're from, it's about where you're at / Where your gat? Whenever you in Bucktown / Shit iz real, all you hear is the sound / I'm real, shit iz real, fuck the raw deal"






3. Alton Ellis - Reason In The Sky
Nie religijne przesłanie tego utworu jest na rzeczy tym razem, ale niesamowicie pozytywna forma: niebiański głos jamajskiego Marvina i delikatne dęciaki w tle.


4. Hi-Tek - Sun God feat. Common & Vinia Monjica
Rześki numer w sam raz na taką pogodę, Common jest chyba najbardziej pozytywnym graczem na scenie.


6. Dubblestandart - Blackboard Jungle feat. Lee "Scratch" Perry
Przykład wspaniałego współczesnego dubu prosto z Austrii, gościnnie sam Lee Perry. Nadal można robic to grubo, dub się wcale nie skończył.